- Cześć
ciociu! – w pomieszczeniu rozbrzmiał słodki głosik małej dziewczynki. Jak
zwykle, rzuciła w kąt swój fioletowy plecaczek, a lekki, granatowy
sweterek rzuciła na pobliski wieszak, nie zważając na to, czy
aby na pewno na nim wyląduje.
- Cześć,
Szkrabie. – Kosińska ucałowała Zuzię w policzek, kiedy ta odprawiała codzienny
rytuał obściskiwania się ze nią i wymieniania czułych gestów. – Jak było w szkole? Już się zapoznałaś na dobre z
nowymi koleżankami?
- A tam
koleżanki. Byś Ty widziała, ciociu, jakich mam kolegów! – odpowiedziała z dumą
w głosie.
- Tak? Same
przystojne ciacha? – podpuszczała Młodą, by zdradziła coś więcej na ten temat.
- No, ciacha,
tylko szkoda, że żadne z nich nie pasuje do mojej blachy. – skwitowała krótko ze
zrezygnowaniem, gramoląc się na jedno z brązowych, wysokich krzeseł, obitych
seledynowym materiałem. Jej tymczasową opiekunkę zamurowało i o mały włos
zbiłaby przypadkiem dwa talerze z nowiuśkiego kompletu od rodziców.
- Wiesz, że z
dnia na dzień coraz bardziej mnie zaskakujesz?
- Ciociu, ale
czym?
- Swoimi
wypowiedziami. Masz dopiero siedem lat, zaczynasz pierwszą klasę podstawówki, a
tekstami walisz, jak stara!
- Ale ja
przecież tylko stwierdzam fakty. – oparła się rękoma o blat stołu, a jej myśli
pognały gdzieś hen daleko. Jej matka chrzestna nie miała zamiaru przerywać tej
kontemplacji, dlatego zajęła się swoimi sprawami i sumiennie przeglądała za
barem jakieś rachunki. - Zakochałam się w takim Kamilu.
- No i co z nim
jest nie tak? – dopytywała delikatnie Lida.
- No, bo ja
chodzę za nim; mówię, że mi się podoba, proszę żebyśmy poszli po szkole na
spacer, na lody, a on nie chce. Woli iść z Martynką do biblioteki i setny raz
czytać jej „Kopciuszka."
- O nie, znowu
się zaczyna! – Dagmara, po uprzednim wejściu do bistro i odstawieniu tobołków ze spożywczaka,
przysiadła się do dziewczyn i popatrzyła na córkę, kręcąc przecząco głową.
- Nie
przerywaj mi, mamo! Ja tu rozmawiam z ciociuńcią na bardzo poważny temat. –
burknęła, nabzdyczając się jak paw.
- Okej, okej. –
odrzekła żartobliwie, unoszą ręce do góry w przepraszającym geście. –
Powodzenia, Liduś. Idę zobaczyć, co ten Twój Ksawery dzisiaj w kuchni pichci. – poklepała
młodszą siostrę po ramieniu i zniknęła za dwoma szarymi prostokątami, które
zdobiły dwa małe, szklane kółka w ich górnych częściach. Mała patrzyła na swą
ciocię jak wół na wymalowane wrota, oczekując jakiejś sensownej odpowiedzi na
przedstawienie swojego problemu.
- Widzisz,
Kochanie, czasami tak to już jest, że osoba, o którą zabiegamy, nie jest nami
zainteresowana; że woli kogoś innego. Ale Ty nie masz się czym martwić, bo
jesteś jeszcze młodziutka i całe życie przed Tobą. Nie przejmuj się tym, że jakiś
tam Kamil dał Ci kosza; że woli Martynkę, a nie taką super odjazdową babeczkę,
jak Ty. Widocznie jest głupcem i nie zauważył tego, jaka jesteś fajna. Głowa do
góry, Zuzz! – Lidia pstryknęła swoją chrześniaczkę w nosek i uśmiechnęła się do
niej pokrzepiająco. Ta momentalnie się ożywiła i ponownie wstąpił w nią radosny
humor, taki sam, jaki towarzyszył jej kwadrans temu.
- Racja. Tego światu
jest pół kwiatu, prawda? – podniosła się energicznie z drewnianego mebla i
wbiła swój piwny wzrok w twarz cioteczki, która parsknęła gromkim
śmiechem na Zuziowate przeinaczenie powiedzenia.
- Powiedzmy,
że prawda. – wydusiła z siebie, ciągle nie mogąc pohamować chichotu. Sięgnęła po
talerzyk deserowy, nałożyła na niego jeden kawałek szarlotki, dodała trochę
bitej śmietany i podała Zuzance. To zdecydowanie jedyne ciasto, które mała
Waszyńska mogłaby jeść tonami.
- Ciociuńciu? –
odezwała się po pięciominutowej chwili ciszy, dłubiąc stalowym widelczykiem w
swoim słodkim deserku.
- No, co tam?
- A dlaczego
Ty nie masz chłopaka? – nigdy nie lubiła owijać w bawełnę, zawsze waliła prosto
z mostu.
- Bo chyba
jeszcze nie spotkałam takiego, który by mnie zechciał. – zażartowała niepewnie,
bojąc się kolejnych, bezpośrednich pytań Małej.
- To trzeba Ci
go poszukać!
- Niby gdzie? –
Lidka parsknęła śmiechem kolejny raz.
- W
Internecie!
~*~
Wczesnopopołudniowe
godziny zdecydowanie nie należały do ulubionej pory dnia Grzegorza. Słońce,
mimo iż wrześniowe, raziło po oczach i grzało niemiłosiernie, doprowadzając
trzy czwarte populacji stolicy Podkarpacia do nadmiernego wydzielania potu i
ogólnego osłabienia organizmu. A on? On musiał udać się na popołudniowy trening
i dusić się wraz z kolegami w małej klitce, zwanej siłownią. Kategorycznie wolałby
zostać w swoim klimatyzowanym mieszkanku, albo co najmniej wybrać się na basen
Rzeszowskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w celu ochłodzenia rozgorączkowanego
ciała. Niestety. Mus, to mus. Trzeba szlifować swoją formę przed rozpoczęciem
nowego sezonu ligowego, inaczej trzecie zwycięstwo Mistrzostwa Polski przejdzie
Resoviakom koło nosa.
- Kosa, coś Ty
taki niemrawy? – zapytał go troskliwie Pit.
- Źle spałem. –
uciął krótko.
- Niemrawy,
jak niemrawy, on jest niewyraźny! – zauważył, wchodzący do pomieszczenia,
kapitan Asseco.
- Grzechu,
wziąłeś Rutinoscorbin? – zadrwił Perłowski.
- Wal się. –
burknął środkowy.
- Oho, ktoś tu
chyba wstał lewą nogą. – Krzysiek zaczął naśmiewać się z ponad dwumetrowego
bruneta, jednocześnie przymierzając się do podniesienia sztangi.
- Kosa jest
nie w sosie. – dorzucił swoje trzy grosze Bartman, powtarzając kilkakrotnie tę
frazę jak małe dziecko.
- Odczepcie
się ode mnie! Nie chce mi się z Wami gadać! – warknął zdenerwowany
i odszedł na drugi koniec pakielni, chcąc trenować w spokoju, w towarzystwie
Fabiana i Paula.
- Panowie? –
głos zabrał ponownie libero.
- No, co tam
Igła? – do rozmowy dołączył Wojtek Grzyb.
- Chyba wiem,
co dolega naszemu przyjacielowi! – odrzekł z dumą i radością, jakby
ponownie odkrył Amerykę, znalazł milion dolarów na ulicy, albo trafił co najmniej piątkę w totolotku. Wszystkie twarze zwróciły się w jego stronę i
oczekiwały ujawnienia tej super, arcyważnej przyczyny. – Jemu brakuje kobiety!
- Krzychu,
wszystko słyszałem! – krzyknął nabuzowany Kosok.
- Grzesinko,
ale kiedy to sama, szczera prawda! Zobacz, ile miałbyś korzyści z posiadania
takiej pani... – drążyła największa gaduła w drużynie, chcąc przekonać Kosę, że to właśnie brak ukochanej jest głównym powodem jego złego
samopoczucia.
- Już jedną
taką miałem i sam wiesz, jak na tym wyszedłem.
- To ta blond cizia, Ola? – dopytywał, mało zorientowany w temacie, Buszek.
- No, Olka,
Olka. Chłopie, ona była nienormalna! – dodał atakujący.
- Zdążyłem się
o tym przekonać, wiesz? – Grzegorz zakpił ze Zbyszka i zaczął ćwiczyć swoje
bicepsy, podnosząc naprzemiennie dwa metalowe hantle.
- My Ci
znajdziemy odpowiednią kandydatkę. – zdeklarował za wszystkich Ignac.
- Niby gdzie?
- W
Internecie!
***
Cześć i czołem! :)
Ruszamy z Lidką i Grzesiem na dobre. Wiem,
że miało być wcześniej, ale kilka spraw zmusiło mnie do krótkiego „urlopu”…
Póki co, nic się jeszcze nie dzieje,
ale spokojnie - akcja będzie się powoli rozkręcać.
Dziękuję za tak liczne komentarze pod
Prologiem, to naprawdę buduje i motywuje. :*
Zgodnie z obietnicą, jedyneczkę dedykuję
Happiness w ramach podziękowań za szablon. :*
Widzimy się na meczu za tydzień!
Całuję, Patex.
Całuję, Patex.
PS. Wiecie, że będzie mi cholernie brakować Krzysia na boisku? :(