poniedziałek, 23 września 2013

Rozdział 7



Tak, to prawda. Jesień kojarzy się tylko z przejściem w ponury stan, ponurą aurę, od której tak bardzo chciałoby się uciec. Nigdy nie lubiłem pierwszego września, zresztą, ja w ogóle nie lubiłem września. Ale teraz, kiedy jestem w Rzeszowie, miesiąc ten kojarzy mi się miło; dużo zajęć, przygotowuję się do pracy i takie tam… Tym bardziej żyć się chce, gdy za oknem taka pogoda, słońce w pełni, aż można się jeszcze trochę poopalać.


 No nie przesadzaj z tym opalaniem, bo aż tak ciepło nie jest.;-) Największe słońce było w lipcu, ale ja niestety nie mogłam wtedy z niego korzystać, wiadomo: praca, praca, praca i jeszcze inne obowiązki. Może w przyszłym roku uda mi się to wszystko inaczej rozplanować i wyrwę się chociaż na tydzień do Wenecji... Marzę o tym od dziecka.


 Ja w tym roku trochę użyłem słońca i w końcu nie przypominam syna młynarza. ;-) Chcąc nie chcąc, dostałem znacznie więcej wolnego od mojego przełożonego, niż w poprzednich latach, ale uwierz mi, wolałbym być zamknięty w czterech ścianach i skupiać się na swojej ciężkiej pracy. 
Wenecja? A nie boisz się, że pochłonie Cię nadmiar wody? ;-)


 Serio wolałbyś pracować, niż wylegiwać się na leżaku pod jakimiś palmami? W takim układzie musisz być bardzo ambitnym facetem albo… pracoholikiem. Następnym razem, kiedy będziesz miał do dyspozycji nadprogramowe dni urlopu, to ja z chęcią je od Ciebie wezmę. ;-)
I nie, nie boję się Wenecji. Umiem świetnie pływać! ;-)


Serio, serio. Jestem chory, kiedy nie mogę pomóc moim kumplom, kiedy nie ma mnie w tej ekipie i kiedy zmuszony jestem do tego, by efekty roboty omawiać z nimi drogą tylko elektroniczną albo telefoniczną. To mnie wewnętrznie zabija.
Znałem już taką jedną, co myślała, że umie świetnie pływać. Owszem, myślała, ale dopóki nie utopiła się w moich oczach… ;-)


 Jej, to czym Ty się zajmujesz, że taką wielką uwagę przykładasz do pracy? Jakaś korporacja, czy coś? No chyba, że kręcisz jakieś lewe, brudne interesy. ;-)
Skoro ta niewiasta „utopiła się” w Twoich oczach, to zapewne musisz mieć czarujące patrzałki. ;-) Zastanawia mnie tylko fakt, dlaczego tutaj jesteś, skoro ona straciła dla Ciebie (nie tylko) głowę…


 Nie, żadna mafia, nic z tych rzeczy, ale może lepiej będzie, jeśli zachowamy całkowitą anonimowość, co? Przynajmniej na razie… Poznamy się lepiej, wiesz, bez żadnego nacisku, presji, bez zdradzania szczegółów naszej prywatności… Co Ty na to?
Straciła głowę? Nie… Po oceanie „Miłość” też trzeba umieć pływać, drogi Aniele Stróżu. Jej się tylko wydawało, że umie…


 Jeśli ta anonimowość ma pozytywnie wpłynąć na naszą dalszą korespondencję, to jestem jak najbardziej za. I dobrze, że nie zasilasz szeregów czarnej szajki, bo prawdopodobnie już bym z Tobą nie rozmawiała. ;-)
Czyli podsumowując: ona rzuciła się na głęboką wodę w pogoni za Twoimi oczami i zapomniała, że nie umie pływać…? ;-)


Pięknie to podsumowałaś, naprawdę idealnie.
 GA, co Ci się podoba najbardziej w Rzeszowie?


 Co mi się podoba w Rzeszowie? Co prawda mieszkam tu dopiero od dwóch lat i może jeszcze nie do wszystkich zakątków udało mi się dotrzeć, ale jest wiele takich miejsc, które darzę szczególną sympatią. I na pewno do takich miejsc należy Aleja pod kasztanami. Uwielbiam się nią przechadzać, spacerować, ale lubię też usiąść się na jednej z tamtejszych ławek, trochę się odprężyć, napawać się pięknem przyrody, czy chociażby poczytać książkę. Idealna przestrzeń, by się wyciszyć, nabrać dystansu do życia, do siebie; przemyśleć swoje sprawy, zrelaksować się, czy też spędzić miło czas z rodziną i przyjaciółmi. Tę strefę wypełnia naprawdę magiczna moc, która oddziałuje na każdego, kto zdecyduje się w niej przebywać. ;-)


 Romantyczka z Ciebie, nie powiem. ;-) Przechodziłem tamtędy kilka razy, co prawda w biegu, ale faktycznie - coś w tym musi być, bo ludzi tam było co nie miara. Może kiedyś, jak będę miał więcej czasu, skuszę się na mały, spokojny spacer i przekonam się, czy jest naprawdę tak, jak mi piszesz.
Ja, póki co, najbardziej lubię rzeszowski Rynek, na którym zawsze się coś dzieje, zwłaszcza wiosną i latem, kiedy dopisuje pogoda i jest możliwość posiedzenia z kumplami w ogródkach. Wiadomo, że nie wszyscy przyjdą, bo mają już swoje żony, rodziny i inne obowiązki, ale tacy kawalerowie jak ja, nigdy nie zawodzą swoją obecnością. Wtedy obowiązkowo dla każdego bursztynowy napój i możemy debatować aż do rana.


 Rynek to jest piękny sam w sobie i rzeczą oczywistą jest to, że mnie urzeka swoją prezencją, ale tak, jak mówiłam, w moim osobistym rankingu dominują kasztany. ;-)
Widzę, że jesteś typowym facetem: ogródek piwny, kumple, piwo w kuflu i pełna satysfakcja… ;-)

Tak adekwatnie do tematu, znasz to? –


" Z wielu powodów i dla smutków wielu
chciałabym dzisiaj mieć poduszkę z chmielu.
Zapach tych lekkich, siwozłotych szyszek
sprowadza mocny sen - zjednywa ciszę.

Gdzieś to czytałam albo mi się śniło:
„Chmiel na bezsenność, a sen - na bezmiłość.”
Poduszkę z chmielu gdy sobie umościsz,
zaśnij, bo na cóż życie bez miłości…"


No masz Ci los. Miłośniczka przyrody, marzycielka, romantyczka, poetka i jeszcze na dodatek tak pięknie mówi o chmielu! ;-)
Już Cię lubię. ;-)

***

Dziś rozdział w troszeczkę innej formie, ale przecież kiedyś ta znajomość musiała na dobre rozkwitnąć, a nie tylko po jednej wymianie zdań na odcinek. Inaczej ta historia ciągnęłaby się w nieskończoność, a tego chcę uniknąć. ;-) Mam nadzieję, że taki kontekst również się Wam podobał.
Nie uważacie, że Kosa rozkręca się w zaskakującym tempie w tym wirtualnym świecie? :D
Ziomek, składam podziękowania za ‘cycata’. :*

Niestety nie dotarłam do Ergo w sobotę, czego bardzo żałuję, ale za to prawdopodobnie zawitam na barażu. *.*  Niech no tylko operator kamery mnie pokaże, a na pewno Wam pomacham. ;-) Może tym razem ja rzucę w Bułgarów jakimś krzesłem, zapalniczką, popcornem albo butelką, co? :p Nieee, nie będę się zniżać do ich poziomu, ja po prostu będę całym sercem dopingować Naszych. <3 Bo jak to Dziku powiedział: "SERCEM  ZAWSZE  SIĘ  WYGRA" <3

Kiedy Kubi wchodził na zmianę w meczu ze Słowakami i wykazywał pozytywne fluidy, powiedziałam eSi, że jak weźmie tę grę na swoje barki i poprowadzi ją do zwycięstwa, to ja napiszę o nim bloga. Bloga, który już tak dawno krążył po mojej głowie i nad którym bardzo się wahałam. Dziś znam już odpowiedź, czas się wywiązać z danego słowa… ;-)

Tymczasem ściskam Was cieplutko, 
kibicujcie głośno, trzymajcie kciuki i podążajcie za swoim pragnieniem. :)
Patka. :*